
Skrytojebca
Tak się dzisiaj wkurwiłem podczas wizyty w Empiku. Chciałem sobie kupić jakąś beletrystykę, najlepiej fantastykę, no i dupa: nie znalazłem nic, co by było warto przeczytać. Nie udało mi się znaleźć "Lodu" Dukaja, a Sapkowskiego już przeczytałem. Na półkach za to było od chuja Kossakowskiej, Kozak i tym podobnych autorek, oprócz tego jakieś space opery dla 12-latków... No tragedia. I tak się zastanawiam: czemu ludzie piszą tyle głupot? Czy naprawdę nie ma lepszego zastosowania dla papieru?
Ostatnio edytowany przez Tibbets (2008-09-29 00:48:16)
Offline
bo to po prostu dobry sposób na robienie kasy, a zawsze znajdzie sie ktoś, kto to kupi

Offline
Skrytojebca
Bytheway napisał:
bo to po prostu dobry sposób na robienie kasy, a zawsze znajdzie sie ktoś, kto to kupi
I tu pojawia się pytanie: czy powinniśmy się smucić, że ludzie kupują takie gówno, czy cieszyć, że w ogóle czytają?
Offline
przy obecnym stanie czytelnictwa w Polsce raczej bym sie cieszył. Wszelkie literki inne niz instrukcja obsługi mp3 czytane z własnej nieprzymuszonej woli to jest sukces.
Offline
Nie czytałem instrukcji obsługi mp3, nauczyłem się intuicyjnie
Co do książek, to czytam średnio jedną na dwa tygodnie. Może to niewiele, ale czasu mało... Na szczęście biblioteki sa u nas w miare dobrze zopatrzone. A co do wartości książek - cóz, większość osób, które dowiadują się, że przeczytałem całą Sagę o Ludziach Lodu, pyta, czy nie było mi szkoda czasu na coś takiego. Moja odpowiedź brzmi NIE. Przypuszczam, że wielu czytelników uważa space-opery za dobry wynalazek - i to niekoniecznie ta ciężko myśląca część naszego społeczeństwa.
Ostatnio edytowany przez Viljar (2008-09-30 08:34:39)
Offline
zgadzam się z Pinem - niech czytają cokolwiek, to zawsze więcej, niż klikanie pilotem

Offline
Skrytojebczyni
Oj, Viljar ja też całą "Sagę" przeczytałam i się tego nie wstydzę.

Offline
Viljar napisał:
Nie czytałem instrukcji obsługi mp3, nauczyłem się intuicyjnie
Co do książek, to czytam średnio jedną na dwa tygodnie. Może to niewiele, ale czasu mało... Na szczęście biblioteki sa u nas w miare dobrze zopatrzone. A co do wartości książek - cóz, większość osób, które dowiadują się, że przeczytałem całą Sagę o Ludziach Lodu, pyta, czy nie było mi szkoda czasu na coś takiego. Moja odpowiedź brzmi NIE. Przypuszczam, że wielu czytelników uważa space-opery za dobry wynalazek - i to niekoniecznie ta ciężko myśląca część naszego społeczeństwa.
Vil ja przeczytalam prawie cala "Raije" i lezala na polce razem z ludzmi lodu dlatego przeczytalam az jeden tom

Offline
Skrytojebca
Pinhead napisał:
przy obecnym stanie czytelnictwa w Polsce raczej bym sie cieszył. Wszelkie literki inne niz instrukcja obsługi mp3 czytane z własnej nieprzymuszonej woli to jest sukces.
Ale jest też druga strona medalu. Ktoś może z książek czerpać wiedzę o świecie i, co gorsza, wzorce zachowań. No i potem np. połowie facetów, którzy naczytali się Kossakowskiej, wydaje się, że powinni być macho. O tym, jaką siekę z mózgu potrafi zrobić "Dżuma" Camusa, chyba już wspominałem. Ale dla przypomnienia: mój kumpel po przeczytaniu tego gówna łaził i pierdolił takie głupoty, że chciałem mu na otrzeźwienie dać po łbie.
Offline
Bytheway napisał:
jakoś się nie zebrałam, żeby po to sięgnąć. o czym to?
trafilam na to szukajac literatury skandynawskiej. Nie wiedzialam ze obecnie najczesciej opiera sie ona na sagach czasami romansidlach "Ludzie lodu" "Raija" "Jakastam jakas corka wikinga" Te sagi maja po 50 tomow. Czesto sa kiczowate, jest tam troche romansu i fantasy. Pisza je Bente Pedersen,Margit Sandemo itd

Offline
Skrytojebczyni
Bytheway napisał:
ja ją prawie znam na pamięć
Ja też

Offline
Tibbets napisał:
Pinhead napisał:
przy obecnym stanie czytelnictwa w Polsce raczej bym sie cieszył. Wszelkie literki inne niz instrukcja obsługi mp3 czytane z własnej nieprzymuszonej woli to jest sukces.
Ale jest też druga strona medalu. Ktoś może z książek czerpać wiedzę o świecie i, co gorsza, wzorce zachowań. No i potem np. połowie facetów, którzy naczytali się Kossakowskiej, wydaje się, że powinni być macho. O tym, jaką siekę z mózgu potrafi zrobić "Dżuma" Camusa, chyba już wspominałem. Ale dla przypomnienia: mój kumpel po przeczytaniu tego gówna łaził i pierdolił takie głupoty, że chciałem mu na otrzeźwienie dać po łbie.
To kwestia indywidualnej odporności. Na mnie Dżuma nie zrobiła żadnego wrażenia. Faceci sie raczej Kossakowskiej nie naczytają. A co do wpływu literatury na osobę...spójrz na swoja rangę Dukaj sie kłania .
Offline
Skrytojebca
Jasne, że Dukaj. Ale sam przyznasz, że pomiędzy Dukajem a Kossakowską jest spora różnica: Dukaj, w przeciwieństwie do Kossakowskiej, nie tworzy gówna.
Offline
To zależy, Tibb, od czytelnika. Wszyscy mamy różne wrazliwości. To że Dukaj jest na fali, że jest dyskutowany nie czyni z niego twórcy super-wartościowej literatury. Tak naprawde literatura jest kwestią mody i fali, do kanonów przechodzi niewiele. Ja się nauczyłem jednego, w wielu kiepskich powieściach znajdują się zdania, opisy, spostrzeżenia które przypadkowo potrafią być perłami w gnoju. Ale zgadzam się z tobą. Dukaj jest na pewno lepszy
Offline
Skrytojebca
Pinhead napisał:
To że Dukaj jest na fali, że jest dyskutowany nie czyni z niego twórcy super-wartościowej literatury. Tak naprawde literatura jest kwestią mody i fali, do kanonów przechodzi niewiele.
To nie chodzi o to, że jest na fali, szczególnie, że na fali jest raczej od niedawna. W roku 2000 nie był jeszcze tak popularny, a już wtedy go lubiłem. A uwielbiać go zacząłem po przeczytaniu "Czarnych Oceanów".
Pinhead napisał:
Ja się nauczyłem jednego, w wielu kiepskich powieściach znajdują się zdania, opisy, spostrzeżenia które przypadkowo potrafią być perłami w gnoju. Ale zgadzam się z tobą.
Ciekawe rzeczy można znaleźć nawet w zinie metalowym...
Offline
Skrytojebczyni
Zgadza się. Na przykład określenie "gamoń jaskiniowy".

Offline
Skrytojebca
Właśnie o tym określeniu myślałem, gdy pisałem poprzednią wiadomość w tym temacie, Kochanie.
Offline
Dean Koonzt. Ten facet mnie dobija. Przeczytaj jedną jego książkę, a znasz wszystkie. Jest sobie idealnie dobry facet po przejściach wykonujący przeciętny zawód. Spotyka kobietę po przejściach, również idealnie dobrą, która ma kłopoty z powodu idealnie złych ludzi. Facet nabywa nadprzyrodzonych umiejętności, dzięki którym pokonuje złych. Koniec.
Fascynujące, na ile sposobów można opisać ten jeden scenariusz.
Offline
Tibbets napisał:
Pinhead napisał:
To że Dukaj jest na fali, że jest dyskutowany nie czyni z niego twórcy super-wartościowej literatury. Tak naprawde literatura jest kwestią mody i fali, do kanonów przechodzi niewiele.
To nie chodzi o to, że jest na fali, szczególnie, że na fali jest raczej od niedawna. W roku 2000 nie był jeszcze tak popularny, a już wtedy go lubiłem. A uwielbiać go zacząłem po przeczytaniu "Czarnych Oceanów".
.
szanowni Państwo, obecnie czytam ( w dalszym ciągu, bo nawał prac nie pozwala się skupić tylko na tym) "Lód" i niech ktoś powie, że to jest zła literatura, to normalnie gryźć będę. Dawno nie czytałem tak ciekawej pozycji, połączenia traktatu filozoficznego z literaturą akcji, z masą ciekawych pomysłów rodem z czystej SF, w tej chwili jestem gotów zaliczyć to do kanonów. A Jacek szkolił się ładnych parę lat w pisaniu i większość jego twórczości jest naprawdę niezła (polecam zbiór opowiadań " Jawnogrzesznica" czy wspomniane "Czarne oceany" bądź "Złotą galerę")
A wspomniany "Lód" docenili krytycy z mainstreamu, co dla pisarza z klimatów SFiF jest nobilitacją prawie równą Noblowi (bo mainstreamowcy nienawidzą nurtów tzw popkulturowych)
Offline
Diabeł Wcielony
Viljar napisał:
Dean Koonzt. Ten facet mnie dobija. Przeczytaj jedną jego książkę, a znasz wszystkie. Jest sobie idealnie dobry facet po przejściach wykonujący przeciętny zawód. Spotyka kobietę po przejściach, również idealnie dobrą, która ma kłopoty z powodu idealnie złych ludzi. Facet nabywa nadprzyrodzonych umiejętności, dzięki którym pokonuje złych. Koniec.
Fascynujące, na ile sposobów można opisać ten jeden scenariusz.
Wychodzi na to, że facet jest w pewnym sensie dobry w tym co robi i ma niezłą wyobraźnię, skoro za każdym razem w szczegółach historia jest inna.

Offline
Fakt, podziwiam jego umiejętność brania kasy za takie gnioty i nabieranie czytelników.
Offline
Skrytojebca
Dorota Masłowska znów zrobiła kupę. Z tego, co pieprzy w tym wywiadzie, tym razem jest to kupa konserwatywna, a więc podwójnie gówniana. O ile jednak pisać każdy może, bo papier jest cierpliwy, to zastanawiające jest zainteresowanie mediów Masłowską. Jak to powiedział mój były przyjaciel (okazał się straszną szują, ale to inna historia) po przeczytaniu "Wojny polsko-ruskiej...": "Wiesz, czemu myśmy nigdy nic takiego nie napisali? Bo nam się zwyczajnie nie chciało." I coś w tym jest. A Masłowska jest tym typem grafomanki, o której książce mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest gówniana, nawet nie pamiętając dobrze tytułu, nie mówiąc już nic o czytaniu. A skąd wiem, że jest gówniana? Bo została napisana przez Masłowską.
Offline
zainteresowanie Masłowską wynika z tego, że ma możnych protektorów, zwłaszcza w postaci Pawła Dunin-Wąsowicza. Aczkolwiek "Wojny..." nie uważam za gniot, jak również też za szczytowe osiągniecie polskiej kultury. Ot, sympatyczne czytadlo, można się pośmiać, zwłaszcza, że część opisywanych zdarzeń i miejsc znam z autopsji
Offline