
Mój brat wczoraj czytał swoje wiersze w pubie Stare Kino supportując inną poetkę na jej wieczorku poetyckim. I nawet fajne to co pisze czasem to mi się bardzo spodobało, a często -jak to wobec brata- bywam bardzo krytyczny
:
Rewolwerowcy
Udajesz, że mnie nie widzisz, odwrócona do okna
patrzysz jak zwiększa się prędkość metra,
jak dopisują nam kolejne cyfry po przecinku
w poszukiwaniu liczby
określającej idealną drogę. Kto nam dodaje te kilometry,
czy mogę cię dotknąć, czy mogę je stąd wymazać?
Nie idź w tę stronę, przecież wiesz, że tutaj
pokrewieństwa są silniejsze niż w paszporcie naszego kraju
z niezapisanym otczestwem, z alfabetem,
którego nie zrozumieją. Odwróceni
wtopimy się w siebie, w zgiełk,
będziemy obcy i nierozerwalni
jak głosy na taśmie.
Bądźcie dla siebie uprzejmi, drodzy pasażerowie,
ustępujcie miejsca, to wasza ofiara, cegła
w tunelu, czerwona i rozgrzana jak powietrze undergroundu.
Ci poeci, ci spikerzy mają nas na muszce,
chcąc stworzyć historię jeszcze bardziej
melodramatyczną niż ich własne,
niż więzy krwi widoczne w ich oczach, nieprzespane noce,
cienkie, czerwone linie gniewu.
Ostatnio edytowany przez Adalbert (2009-03-01 14:26:55)
Offline
no właśnie, to jest prblem z takimi tekstami, ja się nie zawsze biorę za rozgryzanie, czasem to po prostu biorę na odczucia. pierwsza zwrotka jest ładna moim zdaniem, rozumiem ją.
Offline
Dzisiaj mamy święto, nieco już zapomniane
Chociaż ważne, bo na cześć Pań naszych kochanych.
A ponieważ pewnie wszyscy dobrze wiedzą,
(A jeśli nie, to niechaj posty moje śledzą
I niech wbiją sobie raz na zawsze do głowy)
Mam serce wielkie jak Ikarus przegubowy
Dlatego wszystkim Paniom chcę złożyć życzenia:
By się spełniły Wasze najskrytsze pragnienia.
By Drzoanna blondyna swojego chwyciła
By Sierra mundur wdziała, a nie o nim śniła.
Żeby Bytheway częściej do nas zaglądała
I by smutna nie była, a częściej się śmiała.
Żeby Vania się za nic przestała uważać
I na swoje zalety wreszcie chciała zważać.
By Karoli się praca lepsza przytrafiła
I aby malarskie talenta wyszkoliła.
I wszystkim Paniom życzę tak wiele radości
By w dzień i w nocy na ich twarzach uśmiech gościł.
Offline
oooooooooooooooooooooooo.......... to fajne
a ja to wogóle zapomniałam... a tu taka siurpryza....
Vil kochanie ty moje...
<rozczulona uśmiecha się do monitora i do swoich myśli i do całego śpiącego świata>

Offline
Albercik: zastanowiłam się. Nie łapię niuansów, bo te zna pewnie tylko autor, ale całość jest fajna - w skrócie trochę jak "jacy bohaterowie, takie pomniki" czy coś w ten deseń, z uwzględnieniem jednostki nieco bardziej wrażliwej, ale zrezygnowanej. Tak jakos.
Vil, dziękuję pięknie - za fajny wiersz, życzenia i pamięć

Offline
Bytheway napisał:
dzięki, Gekon, piękne
to ja dalej:
zmęczeni rozmową
upuszczając z wolna słowa
zapadniemy w zapomnienie
wyciągając sennie dłonie
po ostatnie krople światła
zapadnie zmrok
zapadniemy my
zapadnie świat wokół nas
a na powierzchni
pozostanie jedynie
pęcherz powietrza
po ostatnim westchnieniu
ulgi
rozmowa, ostatnie słowa przed snem,
pocałunki między świtem a spełnieniem,
mówisz - dość, choć spojrzenie błaga,
wiem, jutro wstaniemy wygnieceni,
ja o ciebie, ty o mnie, wieczorem
znów poszukam słów takich
Offline
ja przed snem rozmawiam tylko ze swoimi marzeniami
i nikt nie odpowiada
muszę robić to zamiast
ech - kocham was wszystkich
Gekon - będziesz w Kartelu w sobotę?
wpadnę tam na chwilę tylko po to, żeby pobyć z Wami - żeby uwierzyć, że jesteście naprawdę.

Offline
Tristean BaudelaireDreamer
Mam wiele wierszy w szufladzie, oto kilka z nich:
"Krąg życia"
Zabiłem jelenia, co na dzikiej polanie żył
Trud pszczół zabrałem i zioła im drogie
Pociąłem ciało drzewa co rosło strzeliście
Rybę z kryształowej wody wyciągnąłem
Szarego ptaka z nieba w serce postrzeliłem
W żywocie moim potrzebowałem śmierci
Ażebym trzymał życie i jego cielesne potrzeby
Gdy ciało moje umrze oddam je ziemi
Żeby muchy brzęczące zagrały orkiestrę
Wilk z blaskiem w oku pożywił się ochłapem
Orzeł nie wzgardził, nakarmił młode swoje
Kwiaty barwne i wonne pod mną rosły
Słońce świeciło dalej niżby deszcze padały
By krąg życia nigdy nie został przerwany
Krąg życia nigdy nie został przerwany
„Miejski Spleen II”
Zupełna ciemność, zupełne zimno
Ciała przekryte cieniem drżą
Leniwe obłoki przesuwają się
Nad szarymi ulicami miasta
Ptaszyska czarne odlatują stąd
Wieje zimny wiatr, niemy głos
We mgle zagasa mały płomień
Pośród motłochu jak na pustyni
Błędny wzrok poszukuje nadziei
Złudnych słońc, nieba błękitów
Wszędy cicho, dziwny spokój
Spoglądając na nich, ból wzrasta
Tak dużo, tak mocno, uciekaj
Pragniesz czegoś nieznanego, dalekiego
Coś odczuwając w swoim sercu
Ciche krople spływają po licach
Deszcz nadchodzi, ty czujesz
Zaś nikt nie widzi, nikt nie słyszy
„Purpurowooki człowiek”
Pewnego dnia zobaczyłem go, tam, na szarej ulicy
Jak zagubiony szedł wśród kamiennych posągów
Widziałem ogień w jego oku, był dziwnie mi obcy
A mimo to, wciąż usilnie wierzył on w miłość
Nie potrafiłem go bliżej zrozumieć, pojąć słowa
Blask słońca jak nektar pijał, do zwierząt mówił
Nad ludźmi zaś się litował, nie pojmował szarości
A mimo to, wciąż usilnie wierzył on w miłość
Nie potrafili go nazwać bratem, próbowali zniszczyć
Z jadem na języku wymawiali i przeklinali imię jego
Cicho modlił się o odpuszczenie naszych grzechów
A mimo to, wciąż usilnie wierzył on w miłość
Miewałem wrażenie, że żyje pośród sennych miraży
Podróżuje po opuszczonym domu pełnym ciemności
Nie potrafię przestać płakać, płakać z powodu kłamstw
Jakie nam wmawiają i budują współczesny świat
Pewnego dnia ujrzałem tych co go prześladowali
Ludzie zamilkli, ślepi na krew, głusi na ból
Gdy oprawcy odeszli, słyszałem już jak umierał
A mimo to, wciąż usilnie wierzył on w miłość
Jakże możemy stać ze zawiązanymi oczyma
Nie rozróżniać prawdziwego światła od jego iluzji
Ciężko jest odzyskać wiarę gdy spojrzymy prawdzie
A mimo to, wciąż ja usilnie wierzę w miłość
„Leśne nastroje”
Idziemy oboje przez dziką murawę
Chmury co chwilę przekrywają słońce
Wiatr szepcze nam ciche pieśni
Liście ospale spadają na ziemię
Drzewa jak kolumny sanktuarium
Wonne kwiaty, kadzidła świątynne
Faerie grają duchem słyszalną muzykę
Głęboka cisza nas otacza zewsząd
Wszystko jest tajemniczą jednością
Z każdym aromatem,dźwiękiem, kolorem
Matka Natura i Ojciec Niebo patrzą
Będąc milczącymi świadkami zdarzeń
Wraz z dniami jakie z czasem upłynęły
Złote liście przepadną w ziemi
Z szarego nieba spadną zimne deszcze
Melodie zniżą tony, aż ucichną
Następuje niszczenie naszego świata
Które nieprzerwanie będzie towarzyszyć
Jutro już Ciebie i mnie nie będzie
Matka połączy ciała, Ojciec dusze
Będziemy obaj trwali, już wiecznie
A nowy, jasny poranek zawita Tych
Którzy idą oboje przez dziką murawę
„Utrata niewinności”
Pamiętam, ten dzień czarnego słońca
Ciemne chmury niczym fala przesłaniały
Martwa ziemia spijała krew niewinnych
Cierpienie widoczne w martwych oczach
Głusi bogowie nie odpowiadali na litanię
Ciemięzcy jak cicho chodne anioły śmierci
Z jasnego gromu wykonywali wyroki
Byliście zwierzyną łowną w oku myśliwego
Nikt nie słyszał waszych łez i cierpień
Gdy żyliście dla idei miłości i mądrości
Katowskie miecze i bicze zostały złamane
Spojrzeliście sinymi oczyma w górą
Sczerniały gołębie niegdyś śnieżne skrzydła,
Zapalił się też ogień, nowa krew została przelana
Zamiast nowego świtu nastała wieczna noc
Tylko samotny żonkil ciężko wzdycha
Spojrzawszy się z bliska upadłym aniołom
„Gdzieście jesteście, o święte miłości i mądrości
Wyście miały panować, wypełniać nasze serca
O żałości! Kwiaty zła na nowo zostały zasiane!”
Tak przy okazji, znalazłem też mój wiersz gdy miałem te 14-16 lat, obecnie mi się kojarzy cosik z jednym tekstem MiP. To dziwne, bo w tym wieku zbytnio nie znałem się na zimnej fali.
"W ciemnym pokoju"
Wróciłem zmęczony do domu
Za szarym oknem padał deszcz
Było ciemno, nie widać światła
I zimno, blado na skórze jak trup
Wszedłem kamiennymi schodami
Ociężałym, chwiejnym krokiem
Dochodzę do drzwi, klatki mojej
A w pokoju czeka na mnie ktoś
Nie znam go, bo przecie jestem sam
Patrzy w lustro, spuszcza oczy czarne
Światła zgasił, ostatni świecy blask
Jak Embrion martwy leżąc w łóżku
Przyszedł strapiony, by odzyskać coś
Coś czego nie mam, co utraciłem
Spogląda na mnie, uśmiecha się
Śmieje się ze łzami śmiechem
Rumieni się czerwienią na policzkach
Jak kiedyś uśmiechał się ktoś
Potem odwrócił się do mnie plecami
Gdy tylko otworzyłem szeroko oczy
Wyszedł, znikł, nigdy już nie wrócił
Ostatnio edytowany przez Tristean Baudelaire (2013-11-06 22:08:35)


Offline

Offline
tym razem poważniejszy art: http://drzoanna.wordpress.com/2014/04/1 … -kwietnia/
Ostatnio edytowany przez drzoanna (2014-04-11 16:15:40)

Offline
Tristean BaudelaireDreamer
http://tristeanvbaudelaire.deviantart.c … -452017904
Jedna z moich "dusz" widać jest twórcza równie jak pozostałe i jak ja, a długo trzymane w głowie pomysły artystyczne bywają czasem nie do zniesienia.


Offline

Offline
https://drzoanna.wordpress.com/2014/02/ … ina-vol-2/ nowy wierszyk, jeszcze cieplutki

Offline
https://drzoanna.wordpress.com/2015/01/ … nina-2015/
Nowy Rock - nowe wierszyki
i znowu nowe....
Ostatnio edytowany przez drzoanna (2015-01-11 14:04:37)

Offline

Offline
https://drzoanna.wordpress.com/2015/02/ … -polemika/ tak bardziej ogólnie jakby

Offline
https://drzoanna.wordpress.com/2016/09/11/karaoke/ opowiadanie o muzyce, a tak naprawdę to o karaoke. I o bezsenności, seksie i szaleństwie.

Offline